„Mają oczy, a nie widzą” – czyli o halucynacji ujemnej

Robert TULO Waśkiewicz

Motto:
„Jeśli nie jesteś częścią rozwiązania, jesteś częścią problemu”
(Czarne Pantery)

Jako Polacy mamy sentyment do pomników. Z rozpędu, w pewnym publicznym miejscu stanął nawet jeden, który przedstawia … kazirodztwo. Wobec całej masy innych rzeźb rozsianych w urbanistyce, jeden „pomnik” seksualnego molestowania dzieci, to niezwykle „skromny” wynik w porównaniu do powszechności seksualnych nadużyć na dzieciach w naszym społeczeństwie. Można się zastanawiać, jak doszło do tego, że wystawiono tę rzeźbę na widok publiczny. Przecież praktyki molestowania seksualnego wykorzystywania dzieci mają charakter ściśle tajny – z założenia nigdy nie dzieją się na publicznym widoku (choć to nie do końca prawda). Przecież jest to sekretny proceder, który między ofiarą a oprawcą rozgrywa się sam na sam. Przypadki, gdy wciągnięte lub schwytane jest kilkoro dzieci równocześnie lub gdy współdziała grupa napastników w przestępczym kręgu, poza samymi uczestnikami tak samo nie mają świadków na zewnątrz.

Odnoszę wrażenie, że „pomnik” ten niejako „wypsnął się” z ukrycia magazynów Muzeum Narodowego, za czasów jeszcze komunizmu w Polsce, na zasadzie ślepoty ludzi, którą można zakwalifikować klinicznie jako halucynację ujemną. Czyli: nie widzę tego, co widzę... W roku 2000 jednak zniknął, na kilka miesięcy. Po tym czasie pojawił się w Gazecie Wyborczej artykuł opatrzony tytułem „Czekoladowy pocałunek” i zdjęciem tej rzeźby, którą właśnie poddano renowacji. (Istotnie, przez kilka dziesiątków lat zeszłego wieku, rzeźba nabawiła się klasycznej patyny – jasno turkusowych zazielenień, charakterystycznych dla miedzi i brązu, tzw. grynszpanu). Tak więc wejście w trzecie tysiąclecie po Chrystusie kilku urzędników postanowiło uczcić odświeżeniem stuletniego dzieła. A Gazeta Wyborcza wspomnianą notką. Czytelnicy mogli się z niej dowiedzieć, że rzeźba ma tytuł „Macierzyństwo” i zasmakować zachwytu autorki nad „romantyczną i pełną ekspresji alegorią matczynej miłości” do dziecka, „poetyką przekazu”, itp., itd. – czyli zasmakować typowej propagandy osłaniającej kazirodztwo na wypadek, gdyby ktoś zbliżył się niebezpiecznie do rozpoznania i nazwania tego, co osoby świadome swojego wykorzystania widzą gołym okiem i z odległości.

Nie przestanie mnie oburzać uporczywość ludzkiej ślepoty na seksualne nadużycia wobec dzieci, dopóki ta ślepota nie ustąpi. Piszę, ponieważ wspomniana notka w GW oburzyła mnie zakłamywaniem tej rzeczywistości i ponieważ na nowo przywołała w Ofiarach poczucie zagrożenia, marginalizacji i bezsilności. Nie mam i nie szukam „dojść”, by wystąpić w tej sprawie w Wiadomościach TV ze sprostowaniem, więc piszę w witrynie Stowarzyszenia KM. Zamieszczam zdjęcia rzeźby lecz także zachęcam, zwłaszcza warszawiaków, do spaceru do Parku Traugutta, osobistego obejrzenia i zanotowania swoich wrażeń. To moich należała miedzy innymi smutna obserwacja, po wielo, wielokrotnym odwiedzaniu tego miejsca, że nikt ze spacerowiczów nigdy nie wykazywał widocznej reakcji na rzeźbę. Chciałbym wołać: „Przebudźcie się”! Wołam na puszczy? Ale czy mogę się złościć, że daltonista nie widzi kolorów? Jednak choć wiem, jak trudno jest wyjść z zaprzeczeń i zmienić optykę (zwłaszcza gdy się samemu ma nieodkryte kazirodztwo w życiorysie), wiem też, że można. I uważam, że koniecznie trzeba, choćby uznanie tej prawdy miało być okupione ostracyzmem, wysiłkiem wewnętrznym i bólem.

Moje kilkunastoletnie obcowanie z przedstawioną rzeźbą ma dla mnie szczególne znaczenie. Odkryłem ją „przypadkiem”, gdy zacząłem odnajdować w mojej historii fakty molestowania przez matkę od najwcześniejszych lat, właściwie miesięcy życia. Borykałem się wtedy przez długi czas z własnym zaprzeczaniem, które półroczna, intensywna terapia grupowa DDA tylko mi wzmocniła. Zrozpaczony kręceniem się w „drzwiach obrotowych” między negacją a prawdą, regularnie prosiłem Opatrzność o odpowiedź – o pokazanie mi prawdy. Pewnej soboty zadziwiający splot zdarzeń i nieracjonalnych wyborów zaprowadził mnie na to miejsce. Wychowałem się niedaleko, lecz nie pamiętam, abym wcześniej bywał w tym parku. „Pomnik” zamagnetyzował mnie, wzbudzając grozę, ale też zamęt i objawy dysocjacji. Choć naga prawda, jaką przedstawia, wstrząsnęła mną głęboko, gdyż jest alegorią mojego dzieciństwa, nie mogłem uwierzyć, że można było coś takiego wyrzeźbić, a na dodatek postawić w miejscu publicznym. Nie wierzyłem własnym oczom. Jeszcze tego samego dnia pokazałem rzeźbę przyjacielowi i dopiero gdy opowiedział mi w szczegółach, co widzi, przekonałem się, że moje oczy widzą prawidłowo.

Odwiedzając przez lata tę „moją” – i jakże wielu innych Ofiar – rzeźbę, przekonałem się, że ludzie mający ją w zasięgu wzroku (matki, rodzice, babcie z dziećmi, uczący się studenci, emeryci, pijaczkowie, rowerzyści, ogrodnicy sadzący kwiaty pod cokołem) nie wykazują żadnej reakcji. Dla mnie to strasznie smutne. Nie tylko jakby ludzie nie rozpoznawali znaczenia przedstawionej sceny, ale w ogóle zachowywali się tak, jakby w tym miejscu nic się nie znajdowało. Powszechne zjawisko wokół kazirodztwa – tzw. halucynacja ujemna...
Kilka lat temu, gdy odwiedzałem z kimś tę rzeźbę-alegorię także mojego dzieciństwa, obok imprezowała przy grillu grupa licealistów. Kilku z nich, pobudzonych piwem, podeszło do nas z zaciekawieniem, czemu to się tak wnikliwie przyglądamy.
– Czemu? To widać, popatrzcie” – powiedziałem.
– Patrzymy – odrzekli.
– I co widzicie?
– No, rzeźba…
– No, rzeźba. I co na niej? Przyjrzyjcie się.
Zapadł moment ciszy.
– O kurwa, ty, to jakieś zboczenie – jeden trącił drugiego łokciem. – O, ja pierdolę, to niemożliwe…
– Ale komuś odjebało, nie mogę… No,nie…
Podeszła dziewczyna.
– Na co tak patrzycie? – spytała.
– Ja nie mogę, sama zobacz, jakie zboczenie…
– Masakra... – osłupiał drugi.
Spojrzała na rzeźbę uważnie.
– Coś ty! – żachnęła się. – To nic takiego. Tu o co innego musi chodzić, nie znasz się na sztuce.
– Ty nic nie widzisz? – ciągnął poruszony kolega.
– Eee, takich rzeczy nie ma, to niemożliwe.
– Sorry – zwróciłem się do niej. – A gdyby w taki sam sposób przedstawiono mężczyznę z dziewczynką i gdyby tytuł brzmiał nie „Macierzyństwo” ale „Ojcostwo”, to czy dalej to byłoby to dla ciebie ‘nic takiego’?
Usiłowałem wciągnąć ich w dyskusję, ale mi się nie udało. Zmienili temat, tracąc po chwili zainteresowanie na rzecz grilla i wrócili do swego towarzystwa. Nawet gdy kazirodztwo dotrze do świadomości, utrzymanie go w niej przez dłużej niż chwilę jest niesłychanie trudne. Bronimy się przed tym dyskomfortem, odwracając uwagę.

Aby dostrzec kazirodztwo i aby utrzymać je przed swoim wzrokiem, trzeba istotnie dużej siły i odwagi. Chwieje ono wszystkimi naszymi wyobrażeniami i całą równowagą emocjonalną. Zmienia obraz otoczenia i świata, podważa poczucie bezpieczeństwa w nim. Domaga się reakcji, a kiedy nie ma jak jej wnieść, wrzuca nas w poczucie bezsilności.

Podobnie jak inni zdrowiejący Ocaleńcy, mam nieodparte przekonanie, że autor wyrzeźbił swoje własne dzieciństwo, w dodatku pewnie nie wiedząc, co i dlaczego rzeźbi. Tytuł „Macierzyństwo”, jak też objaśnianie z GW, ‘co artysta miał na myśli’, pasuje jak ulał do powszechnych przekonań w społeczeństwie, że molestowanie przez matkę czy inną kobietę nie jest potworną zdradą zaufania i krzywdą, ale rodzajem szczególnie intensywnej miłości. Myślę, ta rzeźba mogła wypsnąć się na publiczny widok dlatego, że społeczeństwo nie umie zobaczyć tego, co przedstawia i co widzą oczy. Matka-pedofilka wciąż nie mieści się ludziom w głowie. A takich osób jest według mnie nie mniej niż wśród mężczyzn. Niemal połowa Ofiar, z którymi pracuję, bądź miałem czym mam kontakt, mówi o tym, że była w dzieciństwie wykorzystywana seksualnie przez kobiety – matki, ciotki, babcie, siostry, nianie, kuzynki, przedszkolanki, sąsiadki, zakonnice, itd.

Jeśli coś w Państwa umyśle nie zgadza się choć trochę z takim obrazem świata, jeśli są Państwo wstrząśnięci i odzywa się w Państwu jakiś rodzaj zaprzeczania lub racjonalizacje, to dobry znak. Prawda o kazirodztwie nie przychodzi bez wewnętrznej walki i bólu. Zwłaszcza że podważa też święty wizerunek matki-Polki. Dla ułatwienia, możecie Państwo w takich sytuacjach dokonywać zamiany płci – w tym przypadku byłaby analogiczna rzeźba dorosłego, nagiego mężczyzny wysysającego nagie dziecko lubieżnym pocałunkiem, zatytułowana w dodatku: „Ojcostwo”. Czyn kobiety niczym się nie różni. Ani jego tragiczne skutki.

Robert Waśkiewicz

Autor „pomnika”: Wojciech Szymanowski, 1902, tytuł: „Macierzyństwo”, rzeźba, odlew z brązu.
Lokalizacja: Warszawa, Park im. R. Traugutta (na tyłach stadionu Polonii, między ulicami: Międzyparkową, Zakroczymską i Konwiktorską).

PS

Problem zaprzeczania nadużyciom seksualnym na dzieciach – wymazywanie tej rzeczywistości z rzeczywistości czy tzsw. halucynowanie ujemne – jest „wieczny jak trawa”. Ostatnio z przeczytałem naszą polską książkę „Bajki rozebrane”, rozbierającą baśnie dla dzieci na części – na ukryte elementy symboliczne i znaczeniowe w sensie psychologicznym. Zgadzam się ze wszystkim, co autorki tam wymieniają jako tkwiące w przeżyciach z dzieciństwa źródła wielu problemów w późniejszym życiu i porusza mnie żywa trafność ich obserwacji. Równocześnie jednak poraża mnie, że na blisko 400 stronach ich fascynująco prawdziwych analiz nie ma ani jednego słowa, ani nawet zająknięcia się czy aluzji do tego, że wśród traumatyzujących doświadczeń dziecięcych są też nadużycia seksualne. I są na czele. Autorki omijają ten tak kluczowy temat, jakby go sobie usunęły sprzed zmysłów – halucynacja ujemna. (Swoją drogą, ileż ignorującej pracy muszą stale wykonywać). Mamy więc uznaną psychoterapeutkę oraz drugą współautorkę od lat obracającą się w psychoterapiach, które przekonująco, z wdziękiem i wyobraźnią, wykonują druzgoczący zabieg: oto za pomocą całej słuszności i doniosłości tego, o czym piszą, zasłaniają istnienie tego, o czym nie piszą. Taki daltonizm wybiórczy, nie widzimy np. tylko czerwonego. Wiec może go nie ma w widmie barw? To niestety częste zjawisko. Nie tylko te dwie specjalistki zajmujące się pomaganiem, i to pomaganiem w odbudowaniu się ze skutków wczesnych krzywd osobom, które ich doznały, całkiem pomijają najpotworniejsze z okropności, których ofiarą pada (uśredniając wyniki różnych badań) 1/3 kobiet i 1/4 mężczyzn przed 16 rokiem życia...

Pomijając te fakty, pomijają wielką, strasznie poranioną i pilnie zasługującą na pomoc część populacji... Według mnie, trudno o większą marginalizację: marginalizację – przechodzących z pokolenia na pokolenie – doświadczeń i cierpień 2 miliardów ludzi na ziemi. Wraca mi w tym miejscu na myśl credo przywódcy Czarnych Panter: „Jeśli nie jesteś częścią rozwiązania, jesteś częścią problemu”. Swoją drogą ciekawi mnie, jak autorki poradziłyby sobie z poruszającą i bardzo nośną psychologicznie baśnią ze zbioru braci Grimm pt. „Wieloskórka”, której nie włączyły do „rozbierania” w swojej książce.


Our website is protected by DMC Firewall!